– Opowiadasz o tym tak, jakby przeprowadzka za ocean była najzwyklejszą rzeczą na świecie.
Wtedy czułam, że to jest najlepsze, co mogę dla siebie zrobić.
– I co? Tak z dnia na dzień spakowałaś się i wynajęłaś mieszkanie na Manhattanie?
Na szczęście nie przyjechałam tu sama. Mój chłopak, słysząc, że zamierzam zamieszkać w Nowym Jorku, powiedział, że jedzie ze mną. Na początku wcale nie było łatwo. Tak naprawdę musiałam tu trochę zaczynać od nowa, wejść w środowisko, poznać miasto. No, ale miałam Łukasza.
– Długo już jesteście razem?
Pięć lat. To chyba długo.
– Gdzie go poznałaś?
To wcale nie jest romantyczna historia. Któregoś razu podczas ferii zimowych przyjechałam do rodziców do Częstochowy. Tak się jednak ułożyło, że wszystkie moje koleżanki miały egzaminy, a rodzice byli zawaleni pracą. Siedziałam sama w domu. Wtedy mego tatę odwiedził kolega z liceum. Tata powiedział mu, że jestem w Polsce i nudzę się, a on mówi, że jego syn Łukasz też nie wie, co ze sobą zrobić. Łukasz został zmuszony do tego, żeby do mnie zadzwonić i zaprosić mnie na kawę, a ja zostałam zmuszona, żeby przyjąć zaproszenie. Myśleliśmy, że to będzie kompletna porażka, a tak się polubiliśmy, że spotykaliśmy się codziennie. No i zakochaliśmy się w sobie.
– Co Łukasz robi w Nowym Jorku?
Wczoraj zdał ostatni egzamin na studiach. Jesteśmy strasznie z tego powodu szczęśliwi. Mam w tym swój skromny udział, bo Łukasz to umysł ścisły, studiował finanse, ale przez ostatni semestr musiał pisać eseje na zajęcia z literatury. Błagał mnie, żebym zrobiła to za niego. Powiedziałam, że napiszę tylko pierwszy esej. Tak się składa, że dotyczył on jednej z moich ulubionych poetek, Emily Dickinson. Łukasz dostał najwyższą notę! Potem musiałam pisać eseje przez cały semestr, bo Łukasz bał się, że jeśli choć jeden napisze sam, nauczyciel się domyśli, że te wcześniejsze nie wyszły spod jego pióra. Teraz czekamy, aż Łukasz dostanie dokumenty umożliwiające mu pracę. On jest piekielnie zdolny i jestem pewna, że szybko coś znajdzie.
– Łukasz nie jest zazdrosny o Twoje barwne życie?
Na początku może trochę był, ale teraz mu przeszło. On jest odpowiedzialny i zdecydowany. Jest dla mnie wielkim wsparciem. Są dni, kiedy mam wszystkiego dość. Wtedy Łukasz mówi: „Zbierz się w końcu. Przecież to praca, o której marzyłaś”. I tego mi w takich chwilach najbardziej trzeba.
– A były momenty, kiedy zależało Ci na tym, żeby wystąpić w jakiejś reklamie, ale nie zostałaś wybrana?
Oczywiście. Mnóstwo razy. Praca modelki jest interesująca, ale także bardzo stresująca. Najgorsze jest to, że w tym zawodzie tak niewiele zależy od nas samych i że w zasadzie istniejemy dzięki innym ludziom. Długo się uczyłam, żeby nie brać do siebie wszystkiego, co słyszę na swój temat. Najtrudniej było, kiedy przychodziłam na casting i słyszałam, że jestem za ładna. Dostawałam szału, bo jak można być za ładną?! Kiedy usłyszałam to po raz pierwszy, postanowiłam dokładniej przygotowywać się do castingów. Przed pójściem na spotkanie z fotografem czytałam o nim wszystko. Zaczęłam się ubierać w T-shirty, trampki i spodenki. Któregoś razu tak ubrana wyszłam z pokoju, a Łukasz popatrzył na mnie przerażony i spytał: „Gdzie ty idziesz?”. „Na casting. Jak wyglądam?”. „Jakbyś wolała dziewczyny”, powiedział przerażony. „I o to chodzi”, odparłam. To brzmi jak żart, ale tak naprawdę nie zawsze jest wesoło.
– Tęsknisz za Łukaszem, kiedy jesteś na pokazach?
Dwa tygodnie są takim bezpiecznym czasem. Kiedy nie ma mnie z nim dłużej, zaczynam wariować. Na szczęście do Paryża zazwyczaj przyjeżdża moja siostra Asia. Ma sześcioletniego synka i w Częstochowie pracuje jako nauczycielka angielskiego. Do świata mody podchodzi z dużym dystansem i bardzo w niej to lubię. Jest moją najbliższą przyjaciółką. Marzę o tym, by zamieszkała gdzieś bliżej mnie. Na razie jednak się na to nie zanosi.
– Pomagasz swojej rodzinie finansowo? Wysyłasz im pieniądze?
Moi rodzice nigdy by się na to nie zgodzili. Mogę im tylko robić prezenty. Ostatnio z okazji ich 25. rocznicy ślubu wykupiłam im rejs po Morzu Śródziemnym. A siostrę zabrałam na zakupy do Paryża. I strasznie się śmiałam, bo jej w ogóle nie imponują znane marki. Przekonywałam ją: wybierz sobie, co tylko chcesz. A ona tylko kręciła nosem. W końcu weszłyśmy do sklepu Louis Vuittona. Pokazuję jej piękną torebkę, a ona mówi: „Ładna, ale nie podoba mi się, że ma te znaczki”. „Ludzie płacą fortunę, żeby mieć takie znaczki!”, tłumaczyłam jej, ale nie dała się przekonać.
– Dużo wydajesz na ubrania?
Lubię kupować ciuchy, ale czasem drży mi ręka. Kiedy wypatrzę coś ładnego, dzwonię do Łukasza i pytam: „Jak myślisz, mogę sobie to kupić?”, a on wtedy się wścieka: „Przecież to są twoje pieniądze. Sama na nie zapracowałaś. Kup sobie, co chcesz”.
– Łukasz to ten mężczyzna, z którym chcesz być do końca życia?
Dobrze nam ze sobą. Ale na razie nie planujemy ślubu. W lutym się zaręczyliśmy. Co będzie dalej, zobaczymy. Na razie nawet nie wiemy, gdzie chcielibyśmy mieszkać. Nowy Jork jest wspaniały, ale może warto byłoby się przenieść do Los Angeles? Teraz cieszymy się każdym wolnym dniem. Dzisiaj na przykład chcemy kupić deski, żeby Łukasz mógł zbudować szafkę do naszego mieszkania. A po południu może upiekę jakieś ciasto? Uwielbiam to. Tylko Łukasz krzyczy potem, że mu każę jeść, bo sama dbam o linię. Więc może lepiej pójdziemy do kina.